piątek, 22 listopada 2013

Diabelski Epilog I - Draco, Hermionka i zielona koronka

Witajcie Słonka... przyszła do Was w nadmiarze koronka :)
Epilog krótki i z błędami - tak jak wszystkie rozdziały co są za nami :)
Postaramy się szybko dodać kolejne.
Ostatni epilog będzie o Diabelskich Blazzinich więc mamy nadzieję, że zostaniecie z nami do samego fino/endu :)
Pozdrówki zielone (nie)krówki!
Ciotki Salazara - wciąż zacna para (ałtoreczek:))


Wiedział, że jego sukces jest już blisko – tuż, tuż pod jego doskonale wyprofilowanym i iście arystokratycznym noskiem. Jeszcze chwila... kilka sekund i będzie tak szczęśliwy jak Potter, gdy kończyła się lekcja eliksirów, albo jak Goyle, gdy natrafił na wyprzedaż jakiś lecentków albo innych centgetrów. Powoli, krok po kroku zbliżał się do głównego celu swojej wizyty w tym pokoju. Raz, dwa... i tak dalej, nie miał czasu teraz o tym myśleć, bo bał się, że skrzypnięcie szuflady wywoła prawdziwego demona... Ale, gdy jego oczom ukazał się tak upragniony widok, nie myślał już o niczym innym. Te emocje! Sięgnął dłonią, szczęśliwy, że zaraz osiągnie cel...
-Zostaw to! - wredny syk w iście wiedźmowatym stylu, przestraszył go na tyle, że podskoczył nerwowo i pisną jak przerażona mysz.
-Kochanie, nie złość się, ja tylko chciałem zerknąć, na chwilę, sekundeczkę...
-Draconie Lucjuszu Malfoyu! Natychmiast odłóż moje majtki! Jak ci nie wstyd! Podkradać bieliznę własnej narzeczonej!
Draco wydął buzię jak obrażone dziecko i spojrzał na nią z ukosa. Jak mogła mu zarbaniać dostępu do czegoś, bez czego nie mógł żyć? Koronki! Zielone koronki dla wszystkich!
Tylko, że te konkretne koronki, najlepsze koronki świata, jej koronki były tylko dla niego! Zabiłby za próbę odebrania mu tego... sensu jego egzystencji.
-Czy ty naprawdę nie możesz wytrzymać jednego miesiąca? To żałosne prawie jak próby ukrywania przez Rona, że to Greg dominuje w ich związku!
-Ale Mionko... moja koronko! Miesiąc to tak strasznie długo...
-Draco! Ustaliliśmy, że miesiąc przed ślubem nie będziesz oglądał moich koronek... i przypomnę ci tylko, że ustaliliśmy to dzisiaj rano! To znaczy półtora godziny temu! - wściekała się Hermiona.
-Nic nie poradzę, to jak uzależnienie...
-Z jednej skrajności w drugą! Najpierw masz manie na punkcie utleniacza, a teraz na...
-Wiem! To choroba! Ale ja muszę! - Draco rzucił się na kolna – Muszę zobaczyć koronki! Zielone bramy raju!
-Naprawdę, nie wiem czy wychodzę za ciebie dlatego, że cię kocham, czy dlatego, że w innym wypadku i tak łaziłbyś wszędzie za mną zielony, po – koronkowany erotomanie – Hermiona z rozbawieniem pokręciła głową i podeszła do narzeczonego.
-Jak ty dobrze mnie rozumiesz moja koronko, tfu znaczy Gryfonko! Słonko!
-Wcześniej Hermionka, Draconka zdominuje nim ten z koronek zrezygnuje – zaśpiewała z wyższością i nieco uniosła spódnicę, tak by pokazać mu to czego tak chciał... Lubiła u niego ten głód w oczach. Był większy niż u Luny, gdy w pobliżu pojawiał się budyń, lub u Mili, gdy była odcięta od swoich sterydów...


Wkrótce jednak odbył się huczny ślub, a panna młoda mimo błagań narzeczonego nie założyła sukni z zielonej koronki... bielizny w tej kolorze również nie założyła, ale Draco nie był zły. Bo poza koronkami zielonymi, jedynie brak bielizny zupełny szczęśliwym go czynił. Po udanym weselichu (na którym podawano zieloną sałatę, koreczki z koroneczki i porosty niczym tlenione odrosty...), życie naszej pary ułożyło się jakby ktoś rzucił na nich czary. A jak? Szczęśliwie i radośnie, aż tak, że w brzuszku Hermiony kolejny amator zielonych koronek teraz rośnie :)

niedziela, 17 listopada 2013

Diabelski finał

Ostatni rozdział przedstawiam Wam (prócz epilogów). Generalnie dużo błędów jest bo tak i już.
Czytajcie, komentujcie... enjoy :]

Długo nie było, bo się skończyło, nie chciełyśmy konczyć... ale tak to w życiu bywa, że wszystko co miłe gdy zbyt długo przebywa, robi się nudne i przeciągnięte. Więc to prawie koniec - to nasze słowa święte.

* * *

Przebieralnia:

-Nie szarp się Granger, bo niechcący mnie zadrapiesz i będzie tragedia! Ja jestem nieskazitelny!
-Raczej bezczelny, głupi, telniony, zakochany w sobie...
-Och maleńka! Tak! Jeszcze! Ale to może za chwilę, poczekaj z komplementami aż rzucę zaklęcie wyciszajace – poprosił Draco, prowadząc Hermionę za kotary przebieralni.
-Na Godyrka Malfoy! Czemu ty mnie tak wkurzasz?!
-To nie wkurzanie, tylko pociąganie! Jaramy się wzajemnie, przyznaj to – Draco pochylił się nad nią.
-Jarają to się twoje kudły, jak je za długo traktujesz utleniaczem! Puść mnie!
-Spokojnie ognista Gryffoneczko, bo spłoniecz nim odpale...
-...kolejny kiepski dowcip? - Hermiona uśmiechnęła się wrednie.
Draco przyparł wciągnął ją do jednej z przebieralni i zasunął za nimi zasłonkę, po czym przyparł ją do ścianki.
-Będziesz moja słonko, moja ty słodka zielona koronko... - wyszeptał, pochylając się nad nią.
-Nigdy Malfoy!
-Wiesz, że przegrasz, nie zakładaj się ze mną... - mruknął, nim ją pocałował.
Hermiona chciała zaprotestować, ale jego słodki pocałunek był taki cudowny, że dosłownie się rozplynęła jak mleczna czekolada pozostawiona zbyt długo na słoneczku.
-Widzisz, pasujemy do siebie... jak Snape do eliksirów, Dubledore do cytrynowych dropsów, a ta wariatka Lovegood do budyniu... to nasze przeznaczenie.
-Przestań bredzić Malfoy! Ty i ja, to jak Snape i szampon, Filch i brud oraz McGonagall i poczucie humoru! Tego nie da się pogodzić!
-A ja wiem, że się da! Ja jestem Malfoy i ja zawsze wszystko wiem najlepiej!
-Tak? A pamiętasz jak na transmutacji nie wiedziałeś kto...
-Granger! Będziesz moja, czy tego chcesz czy nie! Wcześniej zjem gumochłona, popije bezalkoholową whisky i przyznam Longobottomowi, że jest w czymś lepszy ode mnie nim ci odpuszczę!
-To się nie uda! - narzekała Miona.
-Uda... bo masz boskie uda... - wymruczał Draco, nim znów ją pocałował, sprawiając tym, że rozgrzała się jak kociołek na ogniu.
-Dobra, spróbujemy... dżemy... oboje lubimy dżemy, widziałam przy śniadaniu. Mamy jakieś podstawy... - jęczała Hermiona, gdy Draco zaczął namiętnie całować podpore jej mądrej głowy... czyli szyję.
-Zaraz ci pokaże co jeszcze lubimy... gdzie te moje koronki?


Prysznic:

-Aaaa Zabini! Ta woda jest zimna! - darła się Ginny, gdy Blaise wepchnął ją pod prysznic.
-I musi być, żebyśmy nie byli zbyt rozgrzani zanim trochę pogadamy – zamruczał Zabini, zdejmując swoją przemoczoną koszulę i sięgając po przesiąknięta bluzkę Rudej.
-Puść mnie świnio! Nie jestem jakąś pierwszą, lepszą byś mógł mnie macać!
-Wiem o tym księżniczko, po prostu nie chce, by ta śliczna bluzka się zniszczyła – skłamał, wyrzucają za siebie jej okrycie niczym bezużyteczną szmatę.
-Nie gap się! - nakazała Ginny, zakrywając się rękami
-Po to mam oczy...
-Bo ci gumochłon w nie skoczy!
-Ginny, słodka Ginny, nigdy nie będziesz zabawniejsza niż twój Zabini – wyszeptał przysuwając się do niej.
-Jaki ty jesteś pewny siebie! Posłuchaj no ty Diable wcielony!
-Oj wciele, wciele w życie kilka pomysłów i to zaraz...
-Nie zbliżaj się, ty... ty... umm... - Blaise pocałował ją namiętnie, a Ginny zmiękły kolana, jakby ktoś użył na niej zaklęcia galarewatych nóżek.
-I jak? Czy to nie był twój najlepszy pocałunek w życiu? - zapytał.
-Ummm taaak... co? Nie, wcale nie! Był okropny! Jakbym całowała się z garborożcem!
-Nie wiedziałam, że taka z ciebie znawczyni kochanie, ale sprawię, że wcześniej czy później będziesz pamiętała tylko mnie i moje słodkie cmokasie.
-Spadaj złamasie! Jesteś... - Ginny niestety nie powiedziała nic więcej, bo Diabeł uciszył ją kolejnym pocałunkiem.
-I jak było tym razem? - zapytał, odrywając się od niej.
-Fantastycznie... to znaczy fatalnie!
-Nie umiesz kłamać ognista wiewióreczko – Blaise przejechał kciukiem po jej mokrym policzku.
-Nie będę z tobą choćby nie wiem co!
-Tak? A jeśli podam cię do Wizengamotu za to, że spróbowałaś mnie otruć? - Diabeł wyszczerzył się naprawdę wrednie.
-Nie ośmielisz się!
-Nie sprawdzaj tego skarbie, bo możesz żałować bardziej, niż jakbyś pomyliła swój szampon z odżywką utleniającą Malfoy'a, albo swoje płatki z magisterydami Milicenty.
-Zabini, nie zmusisz mnie bym została twoją dziewczyną po przez szantaż! - zawołała.
-Nie skarbie... Zaraz sprawię, że o niczym innym nie pomyślisz, jak tylko o tym, by diabelsko i po uszy wpaść w moje ramiona! - zawołał, nim porwał jej usta do kolejnego piekielnie dobrego pocałunku.

-Nie szarp się! Masz nie równe paznokcie na kciukach! - krzyczała Pansy, trzymając dłoń Neville'a w żelaznym uścisku.
-Nie, nie, nie...aua! Zostaw skórki! Aaaa! - krzyczał Neville piszcząc przy tym, jak dziewczynka.
-Nie piszcz rozmiększona krewetko, jak skończę to wymaźnę bezbarwnym lakierem – planowała mopsica.
-Dlaczego mnie tortorujesz? Co ja ci zrobiłem! - prawie płakał Longbottom.
-Po pierwsze masz okropne pazuryry... a po drugie... Nigdy nie zaprosiłeś mnie na randkę! - zaślipiała Pansy.
-Serio chciałabyś? Ty ze mną? Przecież mnie nie lubisz!
-Jesteś takim cieplutkim miśkiem. Miśkiaczkiem... Misiulkiem...
-Pansy? Dobrze się czu... - niestety Neville nie dokończył, gdyż Pansy rzuciła się na niego, zamykając mu usta pocałunkiem. Nikt nie wiedział, że panna Parkinson od dziecka kochała wręcz takie pyzate miśki jak Lonbottomek słodszy od koszyczka poziomek...

-I jak złapiesz takiego Kosmligosa to wtedy musisz trzymać go w koszyku wyłożonym śluzem z ośmiornicy, bo one bardzo lubią się w nim miziać...
-To bardzo ciekawe co mówisz Luneczko – Harry ledwo panujący nad swoim odruchem wymiotnym, starał się jakoś przeboleć dziwne upodobania jego wybranki.
-No! Mówie ci! To bardzo ciekawe!
Harry zastanowił się nad tym czy warto kontynuować swoją fascynację tą blond Krukonką, jej dziwnymi upodobaniami i zdecydowanie zbyt wielkim pociągiem do budyniu... Spojrzał jednak przez lewe ramię, gdzie właśnie Milicenta Bulstrode napinała do lustra swój poślad, jednocześnie pompując prawego bicepsa podnosząc ławkę, na której siedzieli w czasie posiłków. Przełknął nerwowo ślinę i odwrócił się do Luny i zmusił się do uśmiechu. Już lepiej utunąć w budyniu, niż zostać zmiażdżonym przez mega wyrzeźbiony kilkutonowy pośladek....

-Nie wstydź się centku, to tylko mały węgorz...
-Ale kiedy ja, ja nie umiem! - jąkał się Ron, czerwony na twarzy jak słoik wisienek koktajlowych.
-Daje skarbie! Zrób mi tę przyjemność! - prosił Greg uśmiechając się przymilnie.
-Nie dam rady! Ja się go boje!
-Oj Ronuś! Patrz, to proste! Złap go ooo tak!
-Nie, nie potrafię! Bardzo bym chciał, ale nie mogę! - płakał Ronald.
-Dobrze skarbie. Dziś ja nam zrobie kolację z węgorza. To prawdziwy afrodyzjak skarbie... zjemy, a potem ja pokażę Ci kilka innych zabaw z wężem – Greg pochylił się i pocałował swojego chłopaka z prawdziwie ślizgońską namiętnością.


-Merlinie! Chce stąd wyjść! Wypuście mnie, bo to istne zbiorowisko świrów! - marudził Justine, z rozpaczą wpatrując się w zamknięte drzwi. Były one najciekawszym elementem w wystroju tej sali. Z przebieralni bowiem dobiegały dziwne dźwięki, które bardzo przypominały jęki, a wydawał je głos bardzo przypominający głos Hermiony Granger. Szum wody w łazience, nie był tak duży, by zagłuszyć piski innej gryfonki. Z kuchni słychać było coś jak łomotanie, a Pansy i Neville leżeli pod jednym ze stołów i nawet nie przeszkadzało im to, że wszystko widać. Milly właśnie prowadziła swój bicepsowy romans z lustrem, a Luna i Potter zachowywali się jak para zakochanych z epoki renesansu... grzecznie i nudno, jak w starym romansie. A Justine siedział sam jak ten przysłowiowy palce w beczce oczu traszki i błagał o ratunek, bo jeśli się nie mylił to Wielka Sala za kilka dni może zmienić się w jeden wielki burdel...
Łup! - coś z całej siły walnęło w drzwi, a Justin podskoczył przerażony i z piskiem zdał sobie sprawę z tego, że o mało co nie posikał się w majtki.
-Przesuń się prostaku ja tu czaruje! - krzyknął bardzo wyniosły głos.
-Sam się przesuń zakichany arystokrato, nie umiesz wyczarować nawet głupie iskierki!
-Panowie, proszę się przesunąć, ja tu coś poradzę – odezwał się kobiecy głos.
-Przesuń się paniusiu! Tam są moje dzieci! Ronuś! - to bez wątpienia była Molly Weasley.
-Zachowajmy spokój, na pewno zaraz coś wymyślimy – ładnie odezwała się Cyzia.
-Dość! Przesunięcie się! Rozdupce to bicepsem!
Justine patrzył nieprzytomnym wzrokiem w drzwi, nie wiedząc co począć, jednak po chwili uświadomił sobie, że o to jego modły zostały wysłuchane. Ktoś ich ratował!
-Hej! Chodźcie tu wszyscy! Chyba nasi rodzice są za drzwiami! - wrzasnął co sił w jego puchońskim gardle.
Łup, Łup, Łup, Łup! - i drzwi z impetem wyleciały z zawiasów, a widok za nimi był naprawdę imponujący.

-No i rozdupcyłem – zaśmiał sie tubalnie stary Bulstrode, podobny do swojej córki jak dwa soczyste steki.
-Ale tu kurzu, moja skóra źle to zniesie... - narzekała Narcyza.
-Nie martw się kochana, mam dobrego magokosmetologa – pocieszyła ją pani Zabini.
-Wszystko to jest takie brutalne i pase! Greg! Greguś, gdzie jesteś! Tatuś przyszedł! - krzyknął szanowny pan Goyle.
-Ależ tu jest wyczuwalna magia świątecznego nanusa! - ucieczył się Ksenofilius Lovegood.
-Skończcie opowiadać te pierdolety. Lepiej zawołajcie te nasze swołocz! Neville! Chodź tu chłopcze natychmiast! - starsza, dziarska pani wyglądała na rozłoszczoną.
-Kurczę, śpiesze się na bankiet! Gdzie wszyscy są? Pansiczku? Córeczko? Tatuś się śpieszy!
-Ron! Ginevra! Harry! Hermiona – nawoływali Weasleyowie, lecz nie spodziewali się tego co zaraz przyjdzie im zobaczyć.
Pan Weasley zrobił się czerwony jak po zarzyciu eliksiru ognistego i prawie wybuchł, gdy zobaczył jak jego córka i Zabini wychodzą razem z łazienki. Obydwoje z mokrymi włosami...
Pani Weasley zdobyła się na nerwowy uśmiech, a pani Zabini z miną kwaśną jak po zjedzeniu jednego z dropsów Dumbledora z góry na dół zlustrowała Ginevre.
Hermiona i Draco wypadli razem z przebieralni, w totalnie wygniecionych ciuchach i pozamienianych krawatach. Lucjusz Malfoy na ten widok zachwiał się na nogach i wsparł na swej wyraźnie rozbawionej żonie.
Babcia Nevilla zmarszczyła groźnie brwi i wyjeła ze swojej wielkiej, czerwonej torebki swojego ulubionego zielonego kapcia. Wiedziała, że musi sprawić swojemu wnukowi porządne lanie, za to co zobaczyła pod jednym ze szkolnych stołów.
Pan Parkinson nawet nie spostrzegł, co wyprawia jego córeczka, bo był zajęty skrobanie wiadomości na magiciphonie, by ogłosić na magictwitobooku swoje kolejne spóźnienie na kolejny bankiet.
Pan Bulstrode najwyraźniej dumny z wyczynów córki, szybko dołączył do niej przy lustrze, by móc razem porównać cudnie wyrzeźbione poślady.
Ksenofilius natomiast chętnie dołączył do Harry'ego i Luny w podziwaniu krost na jej dekolcie. Już on wiedział jak wyleczyć to za pomocą śliny dermozjada!

-Narcyzo, kolacja mi zaszkodziła, bo mam omamy. Widzę naszego syna, który trzyma za rękę tę... tę...
-Spokojnie kochanie, mam w torebce magopersen, hokusdeprim i extraspazmine w czarodziejskich kapsułkach, zaraz ci pomogę... - Narcyza usiłowała ratować jakoś męża
-Tato... ona nosi zielone koronki! - jęknął Draco, usiłując jakoś poprawić swój krawat.
Lucjusz jak rażony prądem podniósł się do wyprostowanej pozycji i uśmiechnął się promiennie.
-Panno Granger, zechce pani z nami spędzić święta? - zapytał szczerząc się w uśmiechu.
Narcyza również się uśmiechnęła i pokręciła głową. Znała dobrze te legendę... Tylko ktoś noszący zielone, koronkowe stringi miał wynieść ród Malfoyów do wyżyn wiecznej sławy. Cieszyła się, że tym kimś okazała sie Hermiona... Może wreszcie jej mąż zaprzestanie tych dziwnych, bieliznianych eksperymentów.



-Zabije cie ty, ty...! - krzyczał Artur ruszajac w stronę mokrego gnojka, który trzymał rękę jego córki.
-Spokojnie panie Weasley, proszę nie robić mu krzywdy. Jestem skłonna wypłacić państwu odszkodowanie, za to co zrobił mój syn.
Artur zatrzymał się i spojrzał szeroko otwartymi oczami na panią Zabini.
-Matko, ja chcę ją poslubić. To moja wiewiórka, a ja jestem jej orzeszkiem, albo jak wolisz to mój kociołek, a ja jestem jej płomieniem...
-Błagam, dość – poprosiła Molly zakrywając usta dłonią.
-Niczego cię nie nauczyłam? Małżeństwo miałeś zawierać tylko z bogatymi, a potem szybko... - matka Blaisea przypomniała sobie chyba co chce powiedzieć.
-Sprawnie załatwiać sobie powiększony wyciąg w banku? Ja tak nie chce! Chce wracać do domu i widzieć moją Wiewiórkę przy garkach, gotującą mi kluski, albo kotlety!
-Co? Chyba zwariowałeś, ja nie gotuje! - krzyknęła Ginny.
-Świetnie. Dziewczyna mojego syna, ma większe jaja niż on. A myślałam, że tylko syn Goyla jest taki babski – krzywiła się pani Zabini.
-A właśnie! Gdzie jest Greguś? - zainteresował się stary Goyle.
-I Ron! Gdzie jest Ron?
Hermiona, Draco, Ginny, Blaise i Justine jak na komendę spojrzeli w stronę kuchni, z której wciąż dochodziło łomotanie... A co działo się dalej, niech bajką w wyobraźni wszystkich pozostanie :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Diabelski Rozdział Trzynasty

Wiemy, że rozdziały są rzadziej niżbyście chcieli. Wyznamy Wam z głębi Serca, że one są rzadziej niż My same byśmy chciały, ale taka kolej rzeczy, że czasem doba ma mniej godzin niż się wydaje, a wena ucieka w ciepłe kraje. Chcemy jednak podkreśli, że blog będzie skończony słowo Ciotek Salazara !

Dziękujemy za kolejne zgłoszenie i wszystkie głosy oddane na Nas w konkursie DHL na blog miesiąca. Czujemy się docenione i połechtane jak Goyle, który usłyszał, ze do twarzy mu w centkach
 Jeszcze raz Wielkie Dzięki i do następnego!
Ciotki Salazara : Vampirek i Venik
PS. Przecinki przywiązane do krzesła... pretensje kierować na adres Bladranii Company :)



-I co strach obleciał mięczaku? - Diabeł uśmiechnął się w taki sposób, że Justin nerwowo przełknął ślinę.
-Malfoy! Puszczaj go! Ty tleniony, durny, zadufany...
-Smoku rzuć zaklęcie wyciszające bo twoja dziewczyna za głośno krzyczy, a kobiece krzyki podobają mi się tylko w jednej formie... - Blaise uśmiechnął się cwaniacko, a Justin w desperackiej i beznadziejnej jak jego włosy próbie, usiłował mu się wyrwać.
-Hermiona nie jest jego dziewczyną! Dajcie nam spokój! - zażądał butnie Puchon, choć naprawdę trząsł gatkami ze strachu.
-Chyba chodziło ci o to, że Granger jeszcze nie jest moja dziewczyną, ale to kwestia kilku moich super pocałunków, po której zmiękną jej nie tylko kolana, ale cała jej silna wola – Draco podszedł powoli do Justina i uśmiechnął się naprawdę wrednie.
-Rób co chcesz Malfoy, ale mnie zostaw! - poprosił żałośnie.
-Damy ci spokój jak odwalisz się od Hermiony. W innym przypadku zamienimy ci życie w koszmar, gorszy od wielkich stringów Milicenty – zagroził Diabełek.
-Ssstt-riing-ów? - wyjąkał przerażony.
-Wielkich, poszarzałych i długo niepranych – dodał Draco, a Justin wyglądał jakby za chwilę miał zemdleć.
-No dalej Puchonku, obiecaj ładnie trzymać łapska z daleka od koronkowej królowej Smoka, a my damy ci spokój, przynajmniej na jakiś czas... - zaproponował Zabb.
-Ale kiedy ona sama do mnie...– wyjaśnił żałośnie.
-To powiedź jej, że wolisz Pottera, to powinno ją odstraszyć – zaśmiał się Draco.
-Spadaj Malfoy! Sam sobie udawaj geja! 
-Oj, to ty musisz udawać? Aż tak bardzo jesteś krypto? - zapytał Blaise.
-Sam jesteś krypciak! Puśćcie mnie wreszcie! Dam jej spokój, ale jak sama przyjdzie...
-To powiesz jej, że ma spadać, najlepiej prosto w moje ramiona, bo jak nie to Snape cie zniszczy na eliksirach. Załatwimy ci piękną, nędzną ocenę, tak, że nie przyjmą cię nawet na woźnego w ministerstwie magii! - ostrzegł do Draco. 
-Dobra! Obiecuje! Tylko nic nie mówcie Nietoperzowi i...i... nigdy więcej nie wspominajcie tych stringów... - błagał Justin.
-Umowa stoi przyjacielu! - Diabeł tak mocno klepnął Puchona, że ten pomyślał, że za chwile wypluje płuca. Wreszcie go jednak puścił i chłopak wyleciał z przebieralni jakby go goniło stado członków stowarzyszenia anonimowych grubasów, dodatkowo na głodzie.

-Jeden załatwiony, teraz pora na Złotego Chłopca, któremu Zabini wytłucze z głowy seksowną Ginny...
-Diable ale z ciebie poeta! - zaśmiał się Draco.
-Po tym jak skończę z Potterem będziemy mogli mu skombinować epitafium.
-Wow stary! Nie wiedziałem, że, aż tak znasz się na alkoholach! To epitafium musi nieźle dawać w kość! - zawołał Malfoy.
-Czasem myślę Smoku, że jednak serio pasowałbyś do Greengrass, ale z drugiej strony Hermiona jest inteligentna, a przeciwieństwa się przecież przyciągają...
-No co się czepiasz! Wiesz dobrze, że nie znam łaciny, poza tą, no... podrywkową!
-Podwórkową i skończ już gadać o pierdołach. Pora przywlec tu Pottusia, pewnie biedak schował się gdzieś pod stołem i trzęsie tyłkiem jak dziecko grzechotką. 
-I dobrze, należy mu się za macanie twojej rudej wybranki.
-Należy mu się za oddychanie tym samym powietrzem co ona. Chodź Smoku, im szybciej wlejemy bliznowatemu, tym szybciej ukażemy te dwie Gryfonki za to, że chciały wkurzyć Bladrani Company!
-Mówiłem ci, że wole nazwę Drazini! - upierał się Draco, który zawsze chciał być pierwszy.
-Cicho bądź, bo zamiast królem koronek Hermiony, zostaniesz amatorem bielizny Milicenty! 
-Dobra, już jestem cicho – zgodził się pokornie Smok, doskonale wiedząc, że z Diabłem nie ma co zadzierać, jeszcze gotów spełnić te swoje groźby tortur piekielnych...


-Matko co oni mu robią?! Ma minę, jakby jego kot zdechł! - gorączkowała się Hermiona, przywiązana do swojego krzesła. Tuż obok niej siedziała, Ginny w podobnym stanie.
-Zabije ich! Zabije!
-Ale go nie zabiją prawda? Merlinie, nie chce mieć go na sumieniu!
-Przestań, nie są aż takimi idiotami...
-Jesteś pewna?! - krzyknęła, widząc jeszcze gorszą minę Justina.
-Właściwie to nie...
-Pożałujecie wy paskudne obślizgłe gady! - Hermiona była już bardzo blisko eksplozji, a zaklęcia na nie rzucone nijak nie dały się obejść.
-Zabini zabiję Cie! Słyszysz?! Harrrrry!
-To nic nie da... chyba nas wyciszyli.
-Co?! - oburzyła się Ruda.
-Idioci... - mruknęła Granger.
-O patrz wracają! Wypuśćcie nas! - krzyczała bezgłośnie Ginny. Justin przechodząc obok nich spojrzał się żałośnie, westchnął tylko i ruszył dalej w kierunku stołu.
-Po jaką cholerę im Potter?!

-Pottuś teraz Twoja kolej kotuś – wysyczał, jadowicie Blaise.
-Diable skończ rymować, bo mnie boli głowa. Mówiłem Ci już co o tym myślę...
-Potter idziemy! - warknął, chwytając go za ramię.
-Zostaw go Zabini. - rozkazała groźnie Milli.
-Nie wtrącaj się Milko - pociągnął Wybrańca do góry i popchnął w stronę przebieralni.
-Puszczaj! - krzyknął przerażony Potter.
-Zamknij się! Idziemy - Draco wskazał kierunek Naznaczonemu i ruszył tuż za nimi, upewniając się, że Milli nie idzie za nimi.
-Siadaj! - rozkazał Diabeł, popychając Harry'ego na krzesło.
-Czego ode mnie chcecie? - zapytał przerażony.
-Jak to czego? - zakpił Draco.
-Zostaw Ginny w spokoju! - warknął Diabeł.
-Bo co mi zrobisz?! - Potter wstał i się przeliczył... Na jego nieszczęście Diabeł był sporo wyższy, a jedyne co widział przed oczami to jego idealna klata. Spojrzał w górę i napotkał na oczy godne samego bazyliszka, którego pokonał...
-Nie przeginaj... - Blaise pokręcił głową i posadził Gryfona.
-To jest moja przyjaciółka i nie zostawię jej w spokoju – odpowiedział.
-Masz przestać się do niej kleić, jak rzep do psiego ogona!
-Ja się do niej nie kleje!
-Ty się do niej nie kleisz? TY SIĘ DO NIEJ NIE KLEISZ?! - huknął pięścią w stół.
-No nieee...
-To co to było, to przed chwilą?
-Sama chciała...
-Przestań! Bo Cię zabiję! Bo będziesz szorował kociołki Snape'a do końca swoich dni!
-Ale...
-Nie ma żadnego ale Potter - warknął Draco.
-Ja wcale na nią nie lecę! Chce Lune! 
-Pomylune?
-Lovegood? - przyjaciele zdziwili się, spoglądając na siebie.
-Nie nazywajcie ją Pomyluną!
-Możemy nazywać ją tą wariatką od budyniu, jak wolisz bliznowaty - zakpił Draco
-Cicho Smoku! Mam pomysła! - Diabeł wyszczerzy swoje wredne kły.
-Jakiego pomysła? - zainteresował się Draco.
-Bardzo proste Potter. My Ci pomożemy z Pomyluną...
-Luną!
-I załatwimy, by Bulstrode się odczepiła od Ciebie, a ty odczepisz się od Ginny, inaczej zginiesz marnie, zgnieciony przez Milli! - zagroził Diabeł.
-Nie pomogę Wam! - zbuntował się. Przecież to jego przyjaciółka... To Ginny. A oni to Ślizgoni!
-Milli! - zawołał w jej kierunku Blaise.
-Dobra! Dobra!! - krzyknął przerażony Potter.
-Pięknie! - w jednym momencie krzyknęli Draco i Blaise, klaszcząc w dłonie i uśmiechając się przebiegle.

Diabeł chcąc dotrzymać umowy podszedł do Mili, która planowała właśnie zjeść swoja surówkę ze sterydów.
-Milka słuchaj no, chodzi o Pottera.
-Co z moim słodkim pysiulkiem? - zapytała tubalnie Milicenta i zatrzepotała rzęsami tak, że Zabiniemu podeszła do gardła kolacja.
-On nam wyznał, że mu się podobasz... tylko mu wstyd, że taki cherlawy i że musi trochę przypakować nim cie poderwie tak... powiedzmy za pół roku.
-Dam radę! Och Potterek! Jak zobaczę potem twe wyrzeźbione ciałko to zawyje jak Hermenegilda z Bawarii po wygraniu Pucharu StrongPośladWomen.
-Właśnie Mili, pół roku i będziesz miała Potterka silnego jak twoja sztanga do ćwiczeń.

-Pom... Luna! Cóż to za pyszny budyniek? - Draco podszedł i usiadł obok dziewczyny, zaglądając jej do miseczki.
-Waniliowy! Chcesz?! - zapytała, a jej oczy świeciły.
-Wiesz chciałem Ci powiedzieć, że znam najlepszego budyniowego kucharza świata...
-Naprawdę?! Muszę go poznać! Koniecznie! O Merlinie, o Roweno...! - gorączkowała się dziewczyna.
-Tak. Ty też go znasz!
-Kto to taki?!
-On – kiwnął głową w stronę Pottera, który rozmawiał akurat z Ronem.
-Harry? - w jej głosie słychać było zachwyt...
-Tak. Potter. Ma własny ogródek ze składnikami na magobudynie i Nargla o imieniu Ciuciu.
-Naprawdę? - zapytała, rozpływając się.
-Harry chodź pogadamy o Magosmakołykach i opowiem ci zaraz o wpływie Nargli na fazy występowania pokrzywki na dekolcie!
-Pokażesz mi swój dekolt?! - zapiszczał, rozszerzając oczy.
-Tak, mam okropną pokrzywkę... - pożaliła się dziewczyna.

-Dobra Smoku, zanim zemścimy się na naszych panienkach, trzeba pozbyć się reszty.
-Spoko Diable, ty spławiasz Goyla i jego panienkę Łasica, a ja Mopsice i Longbokluche! - zawołał wesoło Draco.

-Hej Pansiczku, tak sobie przypadkiem zauważyłem, widziałaś paluchy i pazurska Longbottoma? Okropne! Strasznie zaniedbane bo on ciągle kopie w ziemi, a ty robisz taki śliczny manicure...
-Serio? Nie zwróciłam uwagi! I on takimi łapskami je obok mnie kolacje?! Gdzie mój zestaw różowych pilniczków? Neville trzymaj się! Nadchodzę!
Draco zaśmiał się wyraźnie zadowolony, jego plan zadziałał od razu. Spojrzał na szarpiące się Gryfonki. Dzisiaj obie nauczą się, że Smok i Diabeł to sprytne stworzenia!


-Goyle, mogę prosić Cie na słówko? - zawołał wesoło Diabeł.
-Tak jasne! - odpowiedział mu Gregory, cmokając szybko w policzek zaczerwionego niczym pomidor Rona i w podskokach przywlekł swój cetkowany tyłek do przyjaciela.
-Stąpacie po cienkim lodzie... - Goyle pokręcił głowa, patrząc na dwie wściekłe Gryfonki, wciąż przywiązane do krzeseł zaklęciem.
-A propos lodów... Nie chciałbyś się ukryć gdzieś, ze swoim Tygryskiem? Powiedzmy tydzień na Karaibach, jak tylko opuścimy Wielką Salę.
-Oh przyjacielu, nie musiałeś, bo i tak bym się zgodził gdzieś urwać z moim złociutkim, ale skoro tak bardzo chcesz to tydzień na Karaibach, a wieczorem nas nie zobaczycie na swe oczęta... Gryfiaczki całe wasze -  uśmiechnął się wyciągając rękę w kierunku Diabła, by przypieczętować umowę.


-Do dzieła Smoku. Co wybierasz?
-Przebieralnie, mamy z nią fajne wspomnienia.
-Tak jak my, z prysznicem. Zaklepane. Zaraz pokażemy im gdzie Gryfonki zimują, jak się narażają seksownym Ślizgonom.  

wtorek, 30 lipca 2013

Diabelski Rozdział Dwunasty

Ja mam wakacje, ty masz wakacje, on/ona/ono też mają wakacje. A wena co? Też chce je mieć. Nie odpowiadamy za to, że sobie wyjechała i nie wracała do nas, aż tak długo. Możemy was tylko przeprosić w jej imieniu i obiecać, że przykujemy ją do kaloryfera i już nam nie ucieknie 
Jednak gdy byłyśmy zajęte łapaniem weny, przecinki i inne poprawnie napisane słowa, gdzieś nam zwiały, a wolimy dodać rozdział dla Was już teraz, niż jeszcze ich szukać. Miłej lektury, udanych wakacji i stuletniego wyroku dla wszystkich wen świata, życzą Ciotki Salazara.

PS. Dziękujemy za zgłoszenie nas i wszystkie głosy w konkursie na blog miesiąca Stowarzyszenia DHL - to wyróżnienie wycisło nam łzy z oczy i sprawiło, że stałyśmy się wrażliwsze niż sam Goyle - jeszcze raz wielkie dzięki!

Pytania?

http://ask.fm/Venetiia
http://ask.fm/wamplove


Buziaki, Ciotki Salazara taka wybuchowa z nas para!

* * * 

Usta Diabła żarliwie odpowiadały na jej pocałunek, a sam chłopak miał ochotę podskakiwać z radości jak Pansy po zdobyciu nowego błyszczyka, albo Astoria, gdy widziała Dracona bez koszulki. Cieszył się, że jego słodka wiewiórcza kokotka dała się nabrać na numer z trucizną, tym bardziej, że tak żarliwie walczyła o jego życie...

-Nie umieraj, proszę – wyszeptała, a jej łzy kapały na jego twarz.
-Pocałunek, jeszcze... - wychrypiał jak mistrz aktorstwa, a Ginny znów go pocałowała.
Draco w tym czasie usiłował powstrzymać Hermionę od oderwania się od jego namiętnych warg, co wcale nie było trudne, bo brązowowłosa chętnie oddawała jego słodkie buziaki, zupełnie zapominając, że jej przyjaciółka wciąż jest nabijana w butelkę przez fałszywie umierającego Zabiniego.
Jednak komuś bardzo nie podobała się ta sytuacja... Justin aż gotował się ze złości widząc co Malfoy wyprawia z obiektem jego westchnień.
-Daj jej spokoju utlenieńcu! Zaraz ja udławisz – warknął wściekły puchon.
Draco nic sobie nie zrobił z jego słów, ale Hermiona nieco oprzytomniała, odsuwając się od blondyna. Jednak kilka chwil nie mogła złapać oddechu. To był przecież buziak przez duże P jak Pamiętny Pocałunek Przystojnego Palanta... chociaż nie Pocałunek Przystojnego Palanta Perfekcyjnie Pasującego do Pani Prefekt brzmi lepiej.
Ginny w tym czasie ponownie odsunęła się od Diabła, chcąc sprawdzić czy jej całuśna terapia na niego działa.
-Jeszcze, jeszcze, dalej, no już... - mruczał Blaise szpicując usta do pocałunku.
-Ale lepiej ci? Nie umrzesz? Alergia minęła? - dopytywała się ze łzami w oczach, ściskając jego dłoń.
-Ginny, od tego eliksiru nie można dostać takiej alergii. Zabini sobie z ciebie zażartował – wyjaśniła jej Miona.
-I co zrobiłaś przyszła amatorko majtek ze smokiem. Ona go teraz zabije... - mruknął jej Draco do ucha.
-Co?! Oszukałeś mnie?! Zabini ty szujo! - Ginny zerwała się na równe nogi i szybko otarła łzy, mierząc Blaise'a wściekłym spojrzeniem.
-Ależ nie rudzielcu! Uratowałaś mnie! Twój buziak i twoja miłość  obietnica, że zostaniesz moją żoną... - Diabeł wyszczerzył się w uśmiechu, podnosząc się z ziemi.
-Zabije cie! - Ginny chciała się rzucić na niego z pięściami, ale chłopak zręcznie ją złapał i przyciągnął do siebie.
-Ja Blaise vel Diabelsko przystojny Zabini oświadczam wam wszystkim, że zdobyłem miłość, wierność i coś tam jeszcze od Ginny vel rudej kokoty Weasley. Barawa dla nas! - zawołał, wciąż mocno ściskając szarpiącą się Gin.
-Diable jesteśmy zajebiści! - krzyknął, zadowolony z siebie Draco, wyciągając w stronę przyjaciela rękę, by przybić piątkę.
-O tak smoku! Jesteśmy!
-Jesteście idiotami! - warknęła, Hermiona, wciąż starająca się rękawem zetrzeć smak jego ... ust.
-Kochanie, wiem, że mnie kochasz mimo iż tego teraz nie widzisz, ale kiedyś docenisz i zostaniesz moją żoną i matką moich dzieci! - zawołał Draco.
-Naćpałeś się Malfoy? Grzybki? Podziel się, widzę że nieźle cię się powaliło - drwiła z niego Gryfonka, czerwieniąc się na sama myśl jak to by było gdyby to eis spełniło...
-Puść mnie ty świnio! Wykorzystałeś mnie! - piekliła się Ginny.
-Sama mnie całowałaś rudzielcu, więc jak coś to ja tu jestem wykorzystany... nie żebym nie chciał powtórki – mruknął, odwracając ją do siebie i chcąc pocałować.
Ginny odepchnęła go z mocą.
-Ledwo zagoiło ci się jedno zadrapanie, mam znów ci rozorać ten bezczelny pyszczek? - warczała Ruda. 
-Z twoich rąk nawet śmierć byłaby słodka skarbie – zaśmiał się Diabeł.
-Da się załatwić! - Ginny wyglądała jakby znów chciała się na niego rzucić, ale Hermiona ją powstrzymała.
-Chodź Ruda furio, dam ci wody – zaproponowała.


-Co za wstrętny, podstępny gad! - piekliła się Ruda, starając się doprowadzić swoją twarz do porządku  chlapiąc ja zimna wodą.
-Ginny, to ślizgon, oni nigdy nie robią niczego na poważnie, poza robieniem z siebie poważnych idiotów - Hermiona podała jej papierowy ręcznik.
-Nienawidzę go - wychlipiała, a w jej oczach ponownie pojawiły się łzy. Nienawidziła go za to, że tak bardzo go lubiła...
-Uspokój się i zapomnij o tym. Diabeł już tak ma, koleguje się z Malfoyem, pewnie nawdychał się oparów utleniacza i mu to zaszkodziło – usiłowała ją pocieszyć Miona.
-Jest wstrętny i okropny i wstrętnie okropnie przystojny! - zapłakała Ginny.
-Oh Ginny - przytuliła ją przyjaciółka - Zemścimy się na nich jeśli chcesz! Obiecuję, że pójdzie im w pięty!
-Ale jak? - zapytała, patrząc z nadzieja na Herm swymi wielkimi, zielonym oczętami.
-A co jest bronią kobiety? - zapytała Hermiona.
-Nie wiem... może lokówka? - zaproponowała Gin.
-Nie! Zazdrość! Zadość to nasz broń!
-Zazdrość? Jak mamy ją wzbudzić w tych pewnych siebie dupkach? Myślą, że się nimi zachwycamy jak inne idiotki. Ich pięknymi ciałami, seksownymi ruchami...
-Ustami jak z marzeń, pocałunkami idealnymi i namiętnymi... - dodała Hermiona.
-A wcale tak nie jest, prawda?
-Te usta miękkie... Co mówiłaś? Aaa tak! Wcale, a wcale tak nie jest! - zapewniła Herm.
-No to co mamy zrobić Miona? 
-Pogadaj z Potterem! Niech Ci pomoże w zamian za pomoc przy zdobyciu Luny, a ja poflirtuje z Justinem - uśmiechnęła się słodko, a w oczach tańczyły jej smoki piekielne... znaczy diabły... znaczy iskierki!
Dziewczyny przybiły sobie piątkę i ruszyły do boju. Chciały zmyć z ust ślizgonów te pewne siebie uśmieszki. Były przekonane, że im się to uda... Zaplanowały, że po kolacji wszyscy zagrają w coś wszyscy razem i wtedy będą mogły zaprezentować jak Gryfonki potrafią się mścić.


-Dziś znów akacja łóżko? - zapytał Diabeł, gdy pomagał Smokowi nakrywać do kolacji - Granger uparła się, by zrobili to bez czarów.
-Zwariowałeś stary? Drugi raz nie wyląduje w wyru z tym obleśnym puchonem, wole już zostać tybetańskim zakonnikiem, bez dostępu do zielonych koronek!
-Uwielbiam te ich charakterki! Jeszcze bardziej mnie to podnieca i przyciąga - uśmiechnął się Diabeł
-Oooo tak. Moja koronkowa kocica - jęknął Draco, szukając wzrokiem, obiektu swoich westchnień.
-I jej ruda towarzyszka, wiewiórka dzika, co strasznie jara seksownego Blaisika.
-To co robimy? - zapytał Draco.
-Słuchaj, one już zakosztowały naszych cudnych zalotów. Ziarno na pewno już kiełkuje, musimy je tylko podlać!
-Czym? Chyba nie...
-Winem, piwem, whisky! Upijemy je i zdobędziemy jak Snape odznakę mistrza sarkazmu!
-Myślisz, że nam ulegną? - zapytał z nadzieją Draco.
-Albo one ulegną, albo my polegniemy próbując je zdobyć - zawołał heroicznie Zabini, wymachując nożem.
-A żebyś go sobie wbił w oko! - syknęła Ginny przechodząc obok.
-Dla ciebie mogę wbić go nawet w oko bazyliszka, jeśli wciąż będziesz mnie kochać! - zapewnił ją Diabeł.
-Powiedziałabym, byś wbił go sobie w mózg... ale ty go przecież nie masz!
-Oj rudy kokotku, długo tak jeszcze będziemy się bawić w niuchacza i skarb? - zapytał, zbliżając się do niej.
-Ja się z tobą w nic nie bawię głupi dupku!
-Czy ty mnie nazwałaś słodki chrupku? A jakim jestem smakołykiem dla Ciebie? - kpił Blaise, a Ginny zrobiła krok w tył, czując jak w jej brzuchu tańczą motyle, gdy on za bardzo się zbliżał.
-Daj jej spokój oszukańczy ślizgonie - warknęła na niego Hermiona.
-Mówisz do mnie Słonko? - zapytał Draco z uśmiechem.
-Nie! Czemu myślisz, że do ciebie?
-Przecież powiedziałaś "daj jej spokój mój słodki Draconie" - zaśmiał się.
-Wrr! Jesteś głupi Malfoy!
-A ty wciąż nosisz seksowne koronki Mionko! - zawołał za nią.
-Czy możemy zjeść kolacje bez tego waszego pściu-bździu? - burknął znudzony Goyle, jednocześnie niedbale poprawiając kołnierzyk jasno-różowej koszuli Rona.
-Harry, mogę prosić Cie na słówko? - zapytała Ginny, uśmiechając się kokieteryjnie i siadając mu na kolana. Jej koszula była rozpięta więc w tej pozycji miał on idealny widok na jej jędrne piersi...
Draco już miał wyśmiać kumpla, gdy zobaczył jak Hermiona siada obok Justina i opiera głowę na jego ramieniu.
-Co za niewdzięcznica! - krzyknęli obaj jednocześnie.
-Harry, musisz mi pomóc. Udawaj że mówię Ci coś bardzo przyjemnego. Ty pomożesz mi teraz utrzeć nosa temu gadowi ze Slytherinu, a później ja tobie w zdobyciu Luny. Zgoda? - wyszeptała, zalotnie przygryzając płatek jego ucha.
-J..a..s..n...e... - wykrztusił Potter, odruchowo kładąc dłoń na jej udzie. 
Draco w ostatniej chwili zdołał powstrzymać Diabła przed przeskoczeniem przez stół i zakończeniem żywota Chłopca-Który-Właśnie-Sobie-Przejebał... i to na całej linii.
-Co się lampisz Zabini, nie widziałeś zakochanych? - prowokowała Ginny, przytulając się do Pottera.
-Za.ko.cha.nych?! - wywarczał, wyglądając na wyraźnie wściekłego.
-Nie prowokuj go, bo z Pottera nie zostanie nawet blizna - poradził jej Draco.
-A ty co się odzywasz Fretko? Idź do klatki biegać w karuzeli, to robisz najlepiej! - dogadała mu Hermiona, głaszcząc rozbawionego Justina po ramieniu.
-Granger, radze ci odsunąć się od tego żałosnego moczy-majtka, bo zaraz rozpłatam go nożem do masła! - syknął Smok.
-Możesz sobie ten nóż wsadzić w swoje nadęte cztery litery Malfoy! - odpyskował Justin.
-A ja zaraz zrobię z Pottera syrop klonowy! - krzyknął Blaise, miażdżąc w ręce pomarańczę.
-Syrop sobie wlej do czaszki, będziesz chociaż miał imitację mózgu – zażartowała z niego Ginny.
-Hermionko, po kolacji może razem poczytamy? - zaproponował Justin ze szczerych uśmiechem.
-Optymista myśli, że dożyje końca kolacji! Zaraz go zmiotę jak Filch kurz w sali pamięci! - warknął Draco, waląc pięścią w stół.
-Durny puchon na słówko! - warknął Blaise, wstając od stołu -Najpierw ty, a potem Srroter. Szykuj się wybrańcu-przegrańcu – ostrzegł go. I nie czekając na nic więcej, oraz nie zwracając uwagi na protesty Gryfonek, obaj ślizgoni złapali puchona pod pachy i zawlekli do go przebieralni...



czwartek, 4 lipca 2013

Diabelska jedenasta...

Raz... Dwa... Trzy... Raz... Słychać Nas? :D
W ten piękny, ciepły, lipcowy, czwartkowy wieczór witamy Was czytelnicy kochani!
Wena wróciła! Opalona, wypoczęta i jeszcze drinki nam przywiozła... :D
Nie przedłużamy więc... Prezentujemy... JEDENASTKĘ!

PS. Przecinki siedzą z weną i popijają drinki z palemkami ;)



-Nie krzycz Skarbie, to jeszcze nie pora. Krzyczeć będziesz w nocy - zakpił Draco - I jak podoba ci się? Rozmiar na pewno ten...
-Czy tobie ten utleniacz do reszty przeżarł mózg?! - warknęła, chowając prezent tak, by nikt go nie zauważył.
-Co to Miona? Pokaż! - zaśmiała się Gin, wyrywając paczkę z rąk Hermiony. Okazało się, że są to... Prześliczne, zielone, koronkowe stringi, z wizerunkiem wielkiego, różowego Smoka i podpisem "Tu był Draco".
-Serio tam byłeś stary? Nie chwaliłeś się! - zwołał Zabini.
-Wcale nigdzie nie był! - oburzyła się Herm.
-Ale będę - wymruczał jej do ucha, uśmiechając się jak kocur.
-Odpakuj swój prezent Fretko, pochwal się wszystkim - prychnęła zgryźliwie Miona.
-Proszę bardzo. Popatrzcie wszyscy co dostałem - Draco rozerwał papier i wyjął z niego... Zielone, koronkowe stringi.
-Co?! Wcale ci tego nie dałam! - krzyknęła Hermiona, dopiero teraz orientując się, że Draco musiał je sobie sam wyczarować i podmienić jej prezent.
-Kotek, nie wstydź się... cudownie, że myślimy tak samo - znów zamruczał jej do ucha, po czym bardzo cicho dodał - Dzięki za utleniacz Skarbie, wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
-Ty...ty... podstępny gadzie! Jesteś zboczony, i obślizgły, i brzydki, i obrzydliwy! - denerwowała się.
-Salazarze! Granger nie wiedziałem, że, aż tak mnie kochasz! Chodź, uczcijmy to! - mruknął, nim porwał ją w ramiona i zamknął jej usta pocałunkiem.
-Ej! Mamy otwierać prezenty! - krzyknął Justine.
-To była część mojego prezentu - odpowiedział Draco, wypuszczając z objęć zszokowaną gryfonkę.
-Eee tak, to teraz Juno i Lustinie wasza kolej – wyjąkała, wyraźnie rozkojarzona Hermiona.
-Jej chodziło o Lune i Justina? - zapytał Ron.
-Taa, wszystkie laski tak mają po ślinie Smoka - odpowiedział Goyle – Astoria raz była tak rozkojarzona, że zamiast użyć kremu na noc, użyła wosku do polerowania butów, a spać poszła do schowka na stare graty.
-Aaa to dlatego cały tydzień chodziła w okularach przeciwsłonecznych, pewnie jej ten wosk gały podrażnił - zaśmiała się Ginny, obracając w rękach swój zamknięty prezent. Szczerze obawiała sie go odpakować... Skoro Miona dostała stringi, to co ją czeka?!
-Nie, w okularach chodziła jak przypadkiem zobaczyła Goyla nago. To było, to podrażnienie – zakpił Blaise.
-Ja jestem idealny Diable, to jej oczy były za słabe, by znieść mój blask i dobrze o tym wiesz! - oburzył się chłopak, krzyżując ręce na piersi jak obrażone dziecko.
-Dobra, dość, zanim zwrócę kolację. Justin i Luna co dostaliście? - zapytał Harry.
-Ha! - Justin, uśmiechając się wcale nie zaskoczony – Dostałem specjalny przepis na... budyń!
-Ojej! A to co? Budyń w proszku? - Luna patrzyła na paczuszkę zafascynowana.
-Taka mugolska magia. Zalewasz wodą i gotowe – wyjaśnił jej Justin.
-Raczej chemia niż magia... Dobra. Goyle, Ron teraz wy – zarządziła Hermiona.
-To... to... - Ron zaczerwienił się jak dorodny buraczek na widok...
-Seksi getry, w seksi cętki, na seksi tyłek, seksi misiaczka – zacmokał Goyle.
-Dzięki. Otwórz swój - mruknął płonący jak pochodnia Rudzielec.
-Czy to...? - zapytał, a oczy mu zapłonęły na samą myśl...
-Tak, to pasta do polerowania miotły - uśmiechnął się, wstydliwie Ron.
-Już ja ci pokaże, co jeszcze można tym wypolerować - Greg mrugnął zalotnie do Rona.
-Dobra, skończ bo nam się Łasic zaraz spali na wiór - zaśmiał się Diabeł - Dalej Ruda dominatorko, teraz twoja kolej...
Ginny niepewnie spojrzała na swój prezent, ale w myśl Gryfońskiej zasady "Nie tchórz jak wredne, oślizgłe gady patrzą" rozerwała papier i... Znalazła śliczną, mięciutką przytulankę w kształcie Diabełka. Maskotka miała na sobie koszulkę, na której widniał napis: "D+W=WM"
-Oo jaki on uroczy, tylko czemu napisałeś na nim : Diabeł plus wazelina, równa się wymioty murowane? - zakpiła Ginny z wrednym uśmieszkiem.
-Jak zwykle ostra i drapieżna, tak jak jej języczek – zaśmiał się Zabini, obejmując ją ramieniem.
Ginny uśmiechnęła się wrednie, na samą myśl o tym co krył jego prezent od niej. Wiedziała, że wreszcie mu się odpłaci!
-Otwórz - ponagliła go.
-Jasne, ale najpierw pierwsza część prezentu - szybko pochylił się, by skraść jej czułego buziaka.
Ginny ledwo złapała oddech, po tym nagłym, ale cudownym doznaniu i w myslach zaczęła nawet trochę żałować, że postanowiła upokorzyć Diabła. Jednak było już za późno, gdyż Zabini odpakował właśnie... czekoladki.
-Oho! czekoladki w kształcie wiewiórek! - uśmiechnął się szeroko.
-Co? - zdziwiła się i spojrzała na nie. Ten sprytny wąż musiał już je transmutować w małe, czekoladowe gryzonie...
Blaise wyraźnie się cieszył z prezentu, nie wiedział bowiem, że Ginny jako siostra najbardziej pomysłowo-dowcipnego duetu jaki Hogwart widział, załatwiła te czekoladki tak, że... wkrótce się przekonamy... i Zabini też.

Prezenty rozpakowane, brzuszki pełne smakołyków i grzane wino - oto święta w wrogim sobie gronie, gdzie Harry własnie słucha opowieści Luny o tym jak Nargle lubią budyń i taniec go-go, Ron pilnie słuchał wywodu Goyla na temat najnowszej kolekcji klapek Madam Puffie. Justine rzuca tęskne spojrzenia w stronę Hermiony, jednocześnie licząc pompki jakie wykonuje spocona Milicenta... Nevile przegląda książkę, którą dostał w prezencie, a Pansy jak zwykle nakłada makijaż.
-Pansy, przeczytaj książkę, którą ci dałem. Na pewno ci się spodoba – zasugerował jej łagodnie Neville.
-Cicho! Nie widzisz, że tworzę dzieło?! - burknęła, poprawiając kreskę na górnej powiece, ale zatrzymała się w pół ruchu, gdy w lusterku zobaczyła ze chłopak wciąż jej się przygląda -No dobra! - warknęła, odłożyła kosmetyki i otworzyła książkę, udając, że umie płynnie czytać.

Ginny i Hermiona popijały wino, na pozór zajęte plotkowaniem o szkole, ale tak naprawdę... plotkowały, a w zasadzie knuły przeciwko dwóch mega przystojniakom pochylonym nad szachownicą.
-No dalej pomiocie szatański! Zjedź czekoladkę, no już! - mruczała Ginny, sztyletując wzrokiem Zabiniego.
-Najpierw poczęstuj tego nadętego blondasa, podziel się z kumplem, no na co czekasz?! - dopingowała Hermiona.
-Właściwie czemu my im tak źle życzymy? - zastanowiła sie po cichu Ginny.
-Bo są ślizgonami? I są przystojni, seksowni.. znaczy ohydni, a fuj! - burknęła Hermiona.
-No tak, ale jak całują - Ruda lekko się rozmarzyła.
-Milcz kobieto! Nie chce tego zapomnieć... Znaczy nie chce pamiętać!
-Masz rację, to gady... mruknęła Gin wciąż wspominając usta Zabiniego... - A może jednak trochę przesadziłam?
-To tylko żarty. Przecież są nadętymi kogucikami. To żadna przesada, tylko ukazanie prawdy – odpowiedziała Miona, gapiąc się na Dracona... Przystojnego, uśmiechającego się Dracona Malfoya... Dracona -"Bosko całującego Malfoy'a..."Nie! o Czym ty myślisz?! Skarciła się ostro.
-O czym myślisz? - zapytała ciekawsko Ginny.
-O ustach Malfoy'a... o tym jakby to było, gdybym znów miała je na sobie... Znaczy prędzej znajdę się w grobie, niż znów mu kiedyś na to pozwolę! - odpowiedziała szybko.
-Taa ja też nie myślę o tym pocałunku jak z bajki... Znaczy Zabini pewnie pali fajki, fatalnie przez to całuje! - odparowała czerwona Ginny.
-Dobra nasza, Blaise chyba sięga po czekoladki...
-Za chwilę zobaczymy walkę kogutów. Ze śmiechu wszyscy wyskoczymy z butów - Ginny radośnie klasnęła w dłonie.
- Ciągle się tu patrzą - burknął Smok przesuwając pionek na szachownicy – Zdajesz sobie sprawę, że te czekoladki to coś magicniebezpiecznego i na pewno mającego zrobić z ciebie durnia?
-Jasne, że tak. Nie mam zamiaru tego jeść. Znaczy mam zamiar, ale nie to.
-To co planujesz spryciarzu?
-Udam, że to zeżarłem, i że mam na to alergie – zaśmiał się iście diabelsko Zabini.
-Ty jesteś genialny... ale zaraz, Granger też jest genialna. Przejrzy cię...
-I tu wkracza mój super-hiper kumpel Smok!
-Co? Co mam zrobić?
-Zbajeruj ją, gdzieś odciągnij na bok...
-Stary ja ostatnio nic innego nie robię, ale to stworzenie z czystej antybajerołapliwej materii.
-To znów wejdź z nią w interakcję usta-usta, na to żadna nie jest odporna, nawet ona - uśmiechnął się Blais już wyobrażając sobie tą scenę
-Dobra, ale jak ona albo ten pożal się Merlinie puchon czymś mnie przeklną, to ty będziesz mnie odczarowywał jasne?
-Słowo amatora whisky i rudych dominatorek! - przyrzekł Blaise.
-Od kiedy ty jesteś tak uległy? - zainteresował się Draco.
-Od wtedy jak Wiewiórka mnie sprowadziła do tej roli pod prysznicem.
-Musi być niezła, co?
-Jak jasna cholera, ale zajmij się lepiej Granger
-Ten jej tyłek...Te koronki...
-Ziemia do Smoka. Ogarnij się i do dzieła!
-Dobra, dawaj stary... czekoladki podmienione, Ruda i Granger zaraz będą załatwione! - cieszył się Smok.


Blasie spojrzał prosto w stronę Rudej i uśmiechnął się, udając ze zjada czekoladkę, po czym puścił jej oczko.
-Zjadł ją! - krzyknęła Ginny, niecierpliwie czekając na efekt działania eliksiru zawartego w smakołyku.
Jednak jej wybuch rozbawienia, szybko zastąpiła fala paniki, gdy chłopak zaczął się krztusić i sinieć.
-Ej Weasley! Coś ty mu dała? Nie aby jakiś eliksir transmutujący? On jest na niego śmiertelnie uczulony! - krzyknął Draco, zrywając się na nogi i udając przejętego. Zabini w tym czasie położył się na podłodze i rzucał się dziko, jakby go pchły kąsały w tyłek.
-Co?! - krzyknęły Hermiona i Ginny, a Ruda pędem pobiegła do Zabiniego.
-Blaise?! - krzyknęła chwytając go za ramiona, kiedy upadł na ziemie, dalej nie potrafiąc złapać oddechu.
-Gin spokojnie, ten eliksir...
-Tak Granger! To straszne! Och, chodź do mnie maleńka! Pociesz mnie! - Draco nie czekając na nic, porwał Hermionę w swe ramiona i zamknął jej usta pocałunkiem, tak by nie wygadała Wiewiórce prawdy.
-Blaise nie, ja nie wiedziałam, nie możesz umrzeć... - szlochała Ginny.
-Skarbie to nic, umieram szczęśliwy, bo jesteś przy mnie - Diabeł nie wychodził z roli.
-Musisz żyć! Musi być jakiś sposób! - szlochała dziewczyna.
-Jeden... jeden... pocałunek, pocałunek prawdziwej miłości - szeptał Zabini, w duchu podskakując z radości nad naiwnością Wiewiórki.
Ginny bez wahania wpiła się w jego chętne usta, licząc, że uratuje mu tym życie...

A co będzie gdy Wiewiórka odkryje ten przebiegły spisek? To wam powie kolejny rozdział, bo w nim będzie tego opisek :)


niedziela, 30 czerwca 2013

Oda do Czytelników - Wybaczcie Nam...

"Oda do Czytelników - czyli Wybaczcie Nam - bo grzeszymy :)"

Gdzie jest rozdział – każdy pyta
A wena ze śmiechu się za brzuch chwyta
Bo nie odwiedza Ciotek Salazara
Za to zsyła na nie choroby – wredna poczwara
Głupio nam przyznać – nie ma rozdziału
Nie chcemy naprawdę doprowadzać was do szału
Winę dzielimy równo w połowie
Prosimy nie bijcie nas za to po głowie.
Już wkrótce przylecimy z rozdziałem nowym
Odjazdowym, pełnym śmiechu i kolorowym
Draco i Miona będą się kłócić
Goyle będzie się starał Ronowi w głowie zawrócić
Luna zje budyń, Harry przed Mili ucieknie
A Pansy znów się na Nevilla wścieknie
Blaise jak to on – do Ginny się ślini
Za to Justine wystąpi w kusej mini
Wszyscy wesoło spędzą święta w zamknięciu
Wcale nie myśląc już tak źle o Diabła zaklęciu
Bo choć Diabełka to wpadka, że są wszyscy razem
Te święta będą dla nich jak spełnienie marzeń.
Prosimy o cierpliwość i złości nie okazywanie
Bo was Bazyliszkowi rzucimy na śniadanie :)
Rozdział będzie tak szybko jak się tylko da
Bo Ciotki Slazara wyzdrowieją raz dwa
Kochamy tego bloga i czytelników jego
A teraz już pora iść odpocząć i napić się czegoś mocnego... tfu! Ciepłego :)
Buziaczki wy nasze Diabelskie Misiaczki :)
Dobranoc i Diabelskich pomysłów Wam na Noc! :)

Wasze Ciotki Salazara!


wtorek, 11 czerwca 2013

Diabelski rozdział dziesiąty

Za oknem noc, pada deszcz, a u nas moc żartów jest :)
Choć za chwile wakacje Ciotki Salazara są nieco zacofane i dziś prezentują rozdział świąteczny!
Przepraszamy za opóźnienie w jego pojawieniu się, ale Ciotka 1 wciąż myśli o spotkaniach w mrocznych lochach, a Ciotka 2 wciąż zwiedza pewien interesujący pokój... więcej zdradzić nie możemy :)
Przecinki były, ale się w potoku utopiły.
Błędy są, bo tu jest prawie, że ich dom... Ostrzegamy, ale i za wszystkie przepraszamy.
Buźki od... Ciotek Salazara :)


-Postaw to pudło baranie! - krzyczała Hermiona.
-Jestem Smokiem, nie baranem, zapamiętaj przebiegła gryfonko-koronko! - odpyskował Malfoy.
-Uważaj bo włosy sobie potargasz głupku-dupku! - odwarknęła Miona.
-Jestem Malfoy'em, super, mega, gorącym przystojniakiem. A ona mnie traktuje jak jakiegoś gnoma! Już ja jej pokaże... dorwę ją i porwę te jej koronki... Ej, chyba nie słyszała moich myśli, co nie? - burczał pod nosem blondyn.

-Uważaj na siebie... - martwił się Ron, gdy Goyle wszedł na drabinę.
-A jak spadnę i się połamię, to od razu polecisz do innego co? - wychlipał Goyle.
-Jak spadniesz, to rozboli cię tyłek... - zauważył łagodnie Ron.
-Jak jeszcze raz zobaczę cię z Zabinim, to ciebie on rozboli! Dotarło? - ostrzegł Greg.

-Podaj mi łańcuch ofermo!
-Jak dalej mnie będziesz przezywała to ja ciebie też będę! To nie po świątecznemu być takim wrednym mopsem! - burknął Neville.
-Coś ty powiedział? - krzyknęła Pansy.
-Że na kolacje zjem kanapkę z klopsem  -chłopak  uratował się w ostatniej chwili przed atakiem ślizgońskiej pudernicy.

-Przestańcie już się kłócić! Są święta... Czas miłości! - śpiewnie mówiła Luna kręcąc się dookoła swojej osi i owijając w długi świąteczny łańcuch -Budyń tu, budyń tam, budyń jest zawsze mniam! - podśpiewywała dodatkowo.
-Łazi za nią jak jakiś oszołomiony troll górski i gapi się! O teraz patrzy na jej nogi! - wysyczał wściekły Justin, patrząc na każdy ruch Malfoy'a i Granger. Obok niego przeszedł Harry, trochę spanikowany, gdyż uciekał przed Milli, ale mimo to usłyszał syk kolegi i postanowił się zatrzymać.
-A ty to jesteś zazdrosny o kogo? Hermione czy o Draco? W końcu to z nim spałeś... – uniósł sugestywnie brwi.
-Potter lepiej wracaj do Milli, bo zaraz Cie pogoni i będziesz spieprzał bliski agonii – odgryzł się Justin i wrócił do roboty ozdabiacza filarów.

-Rude jest piękne, rude urocze, rude me powiedź mi, czy kochasz mnie? - Blaise tanecznym krokiem okrążał Ginny, jednocześnie śpiewając.
-Zapytaj Rona, w końcu to z nim się bzykasz po nocach! - warknęła Ruda, przesuwając go energicznie na bok.
-Rude jest też wredne, sprytne i posiada w dłoniach broń diabelskiej zagłady, ale już nie długo... Niedługo ta ja posiądę rude! - zapewniał Diabeł.
-Chyba rude gatki swojej babci Zabini - wyśmiała go Ginny.
-Oh nieee... Piękne, rude i seksowne wiewiórcze majteczki wcale nie w kropeczki!
-Czy ty się kiedyś przymkniesz? Jesteś nudny jak szaty McGonagall, a ja jestem znudzona twoją głupotą, bardziej niż wykładami Binsa na historii!
-Za to ja jestem na ciebie napalony jak Dumbledore na dropsy, albo ... - nie dane było mu dokończyć, gdyż Ginny była już tak zmęczona, że spojrzała na niego błagalnym wzrokiem i poprosiła:
-Skończ błagam! Skoro tak mnie uwielbiasz, to raz zrób coś dla mnie i skończ te wygłupy, albo idź i utop się w łyżce herbaty - wzruszyła ramionami - Obojętne mi co wybierzesz!
Fuknął obrażony i odszedł w stronę Draco, który aktualnie popijał kawę w kuchni.

-Smoku ona mnie kocha, wiem to na pewno...
-Taa, jak wszawice! A Granger mnie jak malarie... One nas nie znoszą stary! Takie laski na nas nie lecą! Chyba się potnę bożonarodzeniową gwiazdą na choinkę - lamentował Draco.
-Musimy działać, inaczej nigdy nie będą nasze. Spoko Smoku! Musisz tylko pokazać Granger jaki jesteś cudowny!
-Wepchnąłem jej język do gardła, to moja najcudowniejsza sztuczka!
-Musisz być miły, rycerski, odważny! Mam pomysł jak to załatwić. Idź i stań pod jej drabiną.
-Żeby mi dała w pysk, za oglądanie stringów? Bardzo ci dzięki Diable, wole nie!
-Idź mówię! Nie ma co się załamywać tylko dupa do góry i wdrażamy akcję „Diabelski Plan”!
-Ale jak znów mi przyłoży to najpierw ja dołożę tobie, dopiero później się poryczę ok? - zapytał z nadzieją blondyn.
-Ok! - krzyknął Blaise, a Draco powędrował pod drabinę by udawać, że ją trzyma tak, by Hermiona nie upadła.
-Malfoy! Ty świnio! Nie gap się na moje nogi, ani tym bardziej wyżej! - warknęła ostrzegawczo Miona.
-Nie gapie się - skłamał - A poza tym jestem Smokiem, a nie świnią, naucz się wreszcie - burczał.
-Dla mnie jesteś tylko... - nie dane było jej skończyć, bo z jej gardła wydostał się przeraźliwy krzyk, a drabina złamała się w pół. Dziewczyna na szczęście upadła wprost w umięśnione ramiona Malfoy'a, który uratował ją przed bolesnym upadkiem.
-Co ty byś beze mnie zrobiła? - wymruczał jej do ucha. Mionie serce zabiło szybciej, kiedy usłyszała jego aksamitny głos, a ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Czuła się tak bezpiecznie w jego ramionach, ale kiedy ich usta już prawie się dotykały, przerwał im bezczelnie Justin.
-Mioneczko! Nic ci nie jest kochanie? - zatroskał się, próbując odebrać dziewczynę z rąk blondyna.
-Jej nic nie jest, ale tobie zaraz może być! Spływaj pacanie! - warknął na puchona Draco,
-Malfoy postaw mnie! - nakazała mu Herm.
-Jak chcesz Granger, ale mógłby cie jeszcze ponosi, nie złamie się tak jak ta drabina, jestem taki silny... - mruczał dalej, nie zwracając uwagi  na Justina.
-Właściwie jak ona się złamała? - zastanawiała się głośno Miona, gdy Draco ją wreszcie odstawił. Nagle jednak usłyszała, że Blaise chichocze gdzieś w oddali.
-Zabini! - warknęła mściwie, wyjmując różdżkę i szybko celując nią w Diabła.
-Ej! Spokojnie Smoczyco... albo jak wolisz pani Malfoy - kpił Diabeł.
-Ty wredny ślizgonie! - warknęła i wycelowała w ziemię pod chłopakiem, czarując ja w taflę lodu. Chłopak przestał chichotać i z paniką w oczach próbował złapać równowagę na śliskiej powierzchni, która pojawiła się pod jego stopami. Niczego nie świadoma Ginny, właśnie przechodziła obok, próbując wybrać menu na świąteczna kolację, gdy spanikowany Zabini chwycił się jej jak przysłowiowej, ostatniej rudej deski ratunku... Niestety Ginny, choć silna charakterem była dość nieokazałej budowy, więc chłopak jedynie upadł, przy okazji pociągnął ją na siebie, tak że wylądowała siedząc na nim okrakiem. Ich głowy się z sobą stuknęły, a usta prawie stykały. Blaise podniósł lekko głowę muskając delikatnie jej wargi, co obudziło jej motyle w brzuchu. Patrzała na niego swymi wielkimi, zielonymi oczami, zahipnotyzowana.
-Ginny! Nic Ci nie jest?! - krzyknęła Miona podbiegając do przyjaciółki.
-Co? Mnie? Nie... To tylko znów ten idiota się nie popisał - mruknęła wciąż siedząc na chłopaku.
-Czego ty znów chcesz Zabini...? Aż tak bardzo o mnie marzysz, że musisz na mnie napadać przy wszystkich? - wymruczała mu do ucha, muskając je ustami.
-Oj marzę... - odpowiedział jej porywając jej usta do namiętnego pocałunku.
-Ty zboczeńcu! Zostaw ją! - krzyczał wściekły Ron.
-Ja? To ona na mnie siedzi i uciska wielkiego Zabiniego...
-Wcale nie jesteś taki duży - zaśmiała się Ginny.
-Ja nie, ale ten, którego uciskasz wiewiórczymi, seksi pośladkami już tak – mruknął, wywołując uroczy rumieniec na jej twarzy.
-To o nim mówiłam, maluszku - odpowiedziała, wstając z niego, gdy tylko Hermiona cofnęła zaklęcie i podłoga stała się na powrót stabilna. Podała mu rękę, uśmiechając się delikatnie. Chłopak od razu przyjął jej pomocna dłoń i również wstał.

-To była ta wasza zemsta? Ale marne! - zakpiła Hermiona z Malfoy'a.
-To dlatego oczy ci tak błyszczą jakbyś chciała mnie zaliczyć tu i teraz? - szepnął, pochylając się lekko nad nią.
-Spadaj Malfoy! Idź tlenić włosy!
-Spoko, ale wiesz gdzie mnie znaleźć, jeśli zmienisz zdanie skarbie... - mrugnął do niej łobuzersko, po czym odszedł do kuchni.

Gdy wszystkie dekoracje zostały wreszcie przywieszone i kiedy na niebie zabłysnęła pierwsza gwiazdka, uczniowie zasiedli do stołu, by zjeść świąteczną kolacje.
-Kto pierwszy chce wygłosić życzenia? - zapytała Hermiona.
-Ja! - zgłosiła się Mili - Życzę wszystkim wesołej gwiazdki i milionera dla każdej takiej seksownej szesnastki jak ja! Ja znalazła swojego milionera-pottera i te święta są wesołe dla mnie jak cholera! 
-Teraz ja! - krzyknęła Luna, wysoko się zgłaszając - Życzę wszystkim śniegu białego i zapasu budyniu, najlepiej waniliowego!
-Ja w świątecznym duchu proszę o wybaczenie, za moje wczorajsze nocne ziemi poruszenie. Bo wiem, że mój Ronuś nie był winny ducha, a ja błędnie myślałem, że nasz Diabeł go .... W każdym razie przepraszam was wszystkich moje wy różowe, centkowane tygryski! Wszystkiego najcętkowniejszego! - krzyknął Goyle, uśmiechając się, a zaraz po nim wstał Ron wznosząc kieliszek.
-Ja też przepraszam, szczególnie za ciosy, które miały na celu przestawić niektóre nosy - tu spojrzenie Weasley'a padło na Diabła - I choć zachowanie niektórych jest godne kary, to mamy dziś święta, pora na wybaczania czary!. Oby te osiem dni bez awantur się obeszło - krzyknął, a siadając dodał - kurde ale mam nie wygodne krzesło.
-Teraz ja! - wstała Pansy -Życzę sobie być zawszę piękną i młodą i zawsze grzeszyć jak teraz urodą...
-A nam co życzysz? - burknął Smok.
-Życzę wam byście nabrali klasy i stylu, i by niektórzy nosili lepsze ciuchy, a nie szmaty z demobilu! A tobie Longobottom – odwróciła się w jego kierunku - Życzę byś już nie był taką ciotą. Chodź czasem to słodkie, to każda laska, woli mega samca niż ciepłego cieniaska!
-Ja też powiem słów kilka dla Parkinson, co jej puder idzie liczyć w milionach ton. Tyle tapety urody ci nie doda i wcale nie wyglądasz z nią jakbyś była młoda. Bądź naturalna, a poznasz w mig, chłopaka co w środku jest ostry jak byk! A dla reszty naszej zebranej tu grupy... życzę wam zdrowia i smacznej dziś zupy.
- Teraz wspaniały Zabini, wygłosi mowę, najpierw dla Ginny! Droga wiewiórko chcę życzyć ci, byś koniecznie do serca swego otwarła mi drzwi, a ja do spełnienia doprowadź cię w mig! Tobie Smoku, mój bracie, życzę byś wreszcie dorwał Hermionowe gacie, a Tobie Hermionko, od Smoka przyszła żonko, życzę uśmiechu i małego Smoka w bebechu!
-Diable! - upomniała go Miona, śmiejąc się cichutko.
-Ja Zabiniemu chcę życzy,ć by mózg mógł sobie od kogoś pożyczyć. Może zmądrzeje choć na małą chwilę i zrozumie, że nie lubię jak robi ze mnie debilkę. Ronowi życzę udanych cętek i niech nie robi już więcej wkrętek, Mopsicy puder niech z ryja nie spadnie, a Smok niech wreszcie tę Mione dopadnie, bo choć kocham cię Mionko niemal jak siostrę, to widzę was jako parę, bo to takie proste - Ginny wyszczerzyła się szeroko.
-Ok, moja kolej. -wstała z miejsca Miona  - Ginny, ach Ginny nasza pani Zabini! Życzę ci szczerze życia udanego, w diabelskiej pieczarze u boku męża przyszłego, tobie Harry życzę spokoju ducha, Ronowi niech Goyl go porządnie... wysłucha, Lunie budyniu, Justinowi uśmiechu, Zabiniemu bólu jego bebechów, Parkinson promocji na kosmetyki, a Mili na sterydy czy narkotyki, Nevillowi śmiałości, a tobie Smoku, życzę byś się utopił w górskim potoku! Niech twoje włosy stracą cały blask, a pamięć o zielonych stringach ucieknie w Zakazany Las!
-A ja życzę wszystkim Wesołych Świąt! Niech Zielona koronka ozdobi wam każdy kąt! Niech wszyscy w szczęści żyją i seks mają udany, a po seksie nastrój uradowany! Ty natomiast Granger wkrótce się doigrasz, bo zapomniałaś chyba, że z Smokiem nie wygrasz. Stringi twe dopadnę i Ciebie zdobędę, bo ja Smok waleczny, a teraz karpia jeść będę!
-Ja też chce życzyć Wesołych Świat, ale jedźmy już kolacje, bo żołądek mam ściśnięty w suchy strąk. Smacznego!
Po ostatniej mowie Justina, wszyscy zabrali się za jedzenie pysznych dań, przygotowanych przez skrzaty. Cała grupa jadła z apetytem, a w tle leciały cicho kolędy. Na choince migały, wesoło czarodziejskie lampki, niczym gwiazdy na niebie. Prezenty leżały pod choinka i czekały, aż uczniowie zakończą kolację i zabiorą się za odpakowywanie... I w końcu doczekały się! Grupka podekscytowanych jak małe dzieci uczniów podbiegła do choinki w poszukiwaniu swoich prezentów.
-Spokojnie! Hola hola ludziska! Po kolei bo będzie chaos! - rozkazała Miona -Nevill co dostałeś? - zapytała, kiedy chlopak tępo wpatrywał się w tytuł jakiejś książki.
-No dalej Longbottom! - dopingował go Zabini
-”Z ogrodnika w byka - czyli kilka praktycznych porad jak zostać samcem alfa” - przeczytał tytuł rumieniąc się.
-No Pensiaczku, prezent idealny! - zaśmiał się Draco.
-To teraz Pansy! - zadecydowała Miona -Otwieramy parami.
-Okeeeeeeeeey, co to ma być?! - krzyknęła -”Skuj mur - czyli 101 sposobów na skuteczne usunięcie makijażu. Poznanie swoją prawdziwą twarz i odkryj wewnętrzne, naturalne piękno". Przecież ja jestem piękna! - oburzyła się, krzyżując ręce na piersi jak obrażone dziecko.
-Tak bardzo do siebie pasujecie kurczaczki!  – kpił sobie z nich słodko Blaise.
-Harry, Milli. Wasza kolej  -Miona uśmiechnęła się do wybrańca, podając mu prezent, a zaraz potem podała Mili paczkę dla niej.
-Ja pierwsza! - krzyknęła i zdarła niczym lwica papier. -O matko! - przytknęła nos do koszulki Pottera, którą dostała. -Nie prana, prawda?! - zapytała z nadzieją, robiąc minę niczym szczeniaczki z gazet.
-Yyy.. tak, tak... - odpowiedział pospiesznie Potter, nie patrząc na dziewczynę.
-Teraz ty! - ucieszyła się, kiedy chłopak niepewnie odpakowywał swój prezent. Pod papierem skrywała się fotografia z prawie nagą Milli, co przyprawiło go o zawroty głowy. Jej ciało było zakryte jedynie, skąpym bikini, a skóra naoliwiona, co uwydatniało jej mięśnie i tłuszczyk... A obok niej doklejone było zdjęcie jego głowy.
-To przerażające – burknął -  Miona może teraz ty? - zaproponował, by nie musieć patrzeć na to coś przed nim.
-Ta jasne... - odpowiedziała zgaszona, patrząc wprost na rozbawionego Dracona. Powoli zaczęła zrywać papier, a kiedy dostała się do zawartości jedyne co mogła krzyknąć to -COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?!